*** Chcialabym zamieszkac w drzewie Bo drzewa to panstwa suwerenne Zakopana w lisciach, spokojnie przemierzajaca zawrót galazkowych sciezek Tysiacami skrzydel Rozsadzac je od srodka Dybuk Kiedy Cie poprosilam przed snem, zebys mi objawil swoje Oblicze Przysnila mi sie kobieta na skraju przepasci I dziecko - tuz obok. Kobieta spadla. Dziecko Z zacieta mina Weszlo wprost we mnie *** Wywolalismy nasze wiersze Wywolalismy duchy ich liter Przy czerwonym swietle Zaczely sie wylaniac Przy swiatlo-czulej emulsji Wypralismy je póniej Zanurzyli w rzece I odchowali w kuwecie Utrwalily sie Zafiksowaly Biale plótno nagle zamroczylo sie od czarnych liter *** Najbardziej smierc uwidaczniaja mi te pojedyncze buty rozrzucone na ulicy po wypadku wszytkie slady niby juz zatarte tylko byt wyzierajacy z buta - nieprzeparte czeluscie jeszcze szumi sznurówka but chce sie zerwac pobiec poszukac calosci z której uszla para << back to Poems main page |